środa, 15 marca 2017

Dlaczego nie piszę już o technologiach?

Wszyscy moi obserwujący z miesiąca na miesiąc zauważyli, że ilość nowego elektronicznego contentu, który wiódł prym na moim blogu spadła do zera. Nie było to ani przypadkiem, ani z lenistwa, elektronika sama w sobie przestała mnie podniecać. Jak do tego doszło?

5 lat temu, kiedy zacząłem odkrywać pierwsze „mądre” układy elektroniczne (takie bardziej "zaawansowane" od żarówki załączanej przełącznikiem), po jakimś czasie byłem znudzony. No super, dioda miga co sekundę, co dalej? Żeby cokolwiek się podziało trzeba zmieniać obwód, od nowa lutować, etc. Natrafiłem wtedy na artykuł na forbocie, prawiący o układzie sterującym do robota bazującym na mikrokontrolerze. Piszesz program i to napiszesz, ma przełożenie na rzeczywistość. Powiem mu żeby przejechał dwa metry i skręcił i on to zrobi. Wow, to i migać diodą z różną częstotliwością też się da? Jacie i nie trzeba zmieniać obwodu, lol. Wyobraziłem sobie ogrom możliwości, który z czasem przełożyłem na własną automatykę pieców w domu, termometry itd. itp. Po pół roku od rozpoczęcia zabawy sprzedałem pierwsze urządzenie. Nie było ono ani trochę dobre ale sam fakt, że udało mi się zrobić który steruje pompami względem temperatury i to z przestawialną histerezą, i nastawialną temperaturą. Wow, dobre to jest.


Kolejne lata mijały na odkrywaniu coraz to większych możliwości, w temacie się zakochałem, dłubałem całymi wieczorami. Z czasem jednak to uczucie zaczęło się powoli wypalać. Nie potrafiłem narzucić sobie kolejnych wyzwań, sztuka dla sztuki przestała mnie jarać. W elektronice można zbudować bardzo dużo, ale czy samo to jest wystarczającym powodem, aby spędzać z nią jeszcze więcej czasu, również po godzinach? Zadomowiła się ona przecież i tak w naszym każdym domu, każda Grażyna z Januszem ma tablet, smart—tv. Mam przesyt, mam jej dość, z chęcią pozbyłbym się smartphona gdyby nie uzależniło mnie od siebie Spotify. Możliwość komunikacji z człowiekiem z drugiego końca świata przestała robić na nas wrażenie, tak samo jak komputer w kieszeni który w poprzednim tysiącleciu zająłby powierzchnie dwóch mieszkań. Po przejściu przez nowotwór i całym rollercoasterze negatywnych emocji potrzebowałem pozytywnego zastrzyku energii. Elektronika i IT jest tak bardzo z nich wyprana, że próżno jej tutaj szukać. Doskonale byłem tego świadom, że nie wyjdę z nią na prostą i że potrzebuje znacznie silniejszego bodźca, którym okazał się taniec. W parze czy solo, one są bardzo różne, ale te emocje które odczuwamy są prawdziwe, potrafią uzależnić. Przygoda z tańcem przyniosła mi fajne efekty nie tylko w sferze rozwoju stricte tanecznego, ale ta pozytywna energia rozniosła się na pozostałe dziedziny życia. Zmiana we mnie samym przez ostatni rok była diametralna i cholera, niech sobie dalej postępuje (o tym jeszcze będzie). Tymczasem symbolicznie tym wpisem kończę pewien etap w moim życiu z którego coby nie było jestem dumny. Przez te parę lat od początku działalności udało się stworzyć i odkryć bardzo dużo.


Elektronika jest wciąż czymś, co w jakimś stopniu mnie interesuje, ale nie na tyle żeby jarać się każdą nowinką czy entym projektem inteligentnego czegoś. Nic nie jest już w stanie mnie w niej zaskoczyć. W dalszym ciągu będę Was zapraszał na avrland.it, z tym że już raczej nie na technologie. W dalszym ciągu będzie pojawiać się nowy, tworzony w 100% w zgodzie ze mną samym content, który zdążyliście już doświadczyć od 2016 roku.

piątek, 26 lutego 2016

Rasperry Pi - stan komputerka na wyświetlaczu OLED SSD1306


Od dłuższego czasu zastanawiałem się nad adaptacją dość małego wyświetlacza OLED. W technologie ubieralne na pewno się udawać nie będę, a sam wyświetlacz do automatyki średnio się nada. Postanowiłem wykorzystać go do równie małego Raspberry Pi Zero, tworząc z jego użyciem swoistą "deskę rozdzielczą" tego komputerka. Pomysł jest w fazie rozbudowy, ale już wygląda na tyle fajnie, że postanowiłem się nim podzielić. Wyświetla trzy wartości: zajętość CPU, ramu i obecny adres IP w sieci lokalnej.

Co należy zrobić aby odpalić wspomniany wyświetlacz? Zakładam że posiadasz Raspberry Pi w wersji B1, B+1 albo Zero. W pierwszej trzeba uruchomić moduł I2C. Postępujemy zgodnie z poradnikiem na stronie: https://learn.adafruit.com/adafruits-raspberry-pi-lesson-4-gpio-setup/configuring-i2c
Dogrywamy biblioteki od GPIO, grafik w pythonie jak i samych sterowników od SSD1306. Wystarczy wklepać komenda po komendzie poniższy zestaw:

sudo apt-get update
sudo apt-get install build-essential python-dev python-pip

sudo pip install RPi.GPIO 
sudo apt-get install python-imaging python-smbus
sudo apt-get install git 
git clone https://github.com/adafruit/Adafruit_Python_SSD1306.git 
cd Adafruit_Python_SSD1306 
sudo python setup.py install
sudo pip install psutil

Pobieramy moją paczkę ze skryptem: http://1drv.ms/1T02KuB, rozpakowujemy ją do /home/pi/ Podpinamy nasz wyświetlacz zgodnie ze schematem, filozofii co prawda nie ma, ale zamieszczam dodatkowo pinout maliny. Trzeci dotyczy również RPi Zero, są to dokładnie te same piny.



OLED LCD <-> Raspberry Pi
SDA <-> SDA1 (pin nr.3)
SCL <-> SCL1 (pin nr.5)
VCC <-> 5V (pin nr. 2 lub 4)
GND <-> GND (tu mamy do wyboru do koloru: 6,9,14,20,25,34,39)

Skrypt uruchomiamy komendą: sudo python oled.py Jeśli wszystko jest w porządku, na wyświetlaczu powinien pojawić się stan jak na moim pierwszym zdjęciu.  

No fajnie, ale co zrobić żeby nie odpalać tego ręcznie za każdym razem po uruchomieniu Maliny?

Tak to powinno wyglądać
Jest też i na to patent. Otwieramy na RPi plik komendą: sudo nano /etc/rc.local. Przed ostatnią linijką dodajemy polecenie wywołania skryptu, z kompletnym adresem gdzie się znajduje oraz znakiem & na końcu. Przyciskając CTLR+O wywołujemy zapis pliku, dajemy enter, potem wychodzimy z notatnika CTRL+X. Po uruchomieniu ponownie, skrypt powinien ruszyć już automatycznie.  

W razie problemów zapraszam do kontaktu, służę pomocą :)

Pozdrawiam,
Marcin

Źródła, z których bezczelnie ściągałem na potrzeby tego artykułu:
https://learn.adafruit.com
http://raspi.tv

poniedziałek, 22 lutego 2016

Raspberry Pi Python - programowanie w przeglądarce dzięki Adafruit webIDE


Każdy kto programował w Pythonie na Raspberry Pi, zastanawiał się dlaczego działa to tak nieintuicyjnie. No bo niby jak to ugryźć? Na wariata przez konsole dziubać? Czy może otworzyć sesję VNC i klikać z poziomu wirtualnego pulpitu? Ani jedno ani drugie rozwiązanie nie należą do mega wygodnych opcji. Na szczęście Adafruit przygotowało dość fajne miniśrodowisko programistyczne działające z przeglądarki - Adafruit webIDE.

Nie jest to jakieś wielki odkrycie, ponieważ dodatek ten już ma co nieco czasu, ale warto zwrócić na nie uwagę. Wszystko instaluje się jedną komendą poprzez ssh, do pracy wymaga również konta na bitbucket (taki odpowiednik githuba). Obsługa jest prosta, tworzymy projekt, tworzymy plik ze skryptem, odpalamy go potem w konsoli jednym klikiem z przeglądarki.


webIDE posiada również planowy wywoływacz skryptów, który odpala skrypt w wybranych ramach czasowych. Możliwości tego miniśrodowiska są dość spore, do tego nie musimy nic wgrywać do stronie naszego peceta - jak dla mnie bomba. Cóż więcej dodawać, bierzcie i kodujcie :)


Szerszy opis instalacji znajdziecie na stronie Adafruit: https://learn.adafruit.com/webide/installation, jednak podpowiem, że sprowadza się ona do wklepania poniższej komendy w konsoli:
curl https://raw.githubusercontent.com/adafruit/Adafruit-WebIDE/alpha/scripts/install.sh | sudo sh

Jeśli okaże się że macie zajęty domyślny port 80 (np. zainstalowany apache), instalator przerzuci webIDE na inny port (w moim przypadku był to 8090).

Dzięki za uwagę!

P.S. Zbieram powoli siły po operacji, z dnia na dzień jest coraz lepiej. Dzięki za życzenia zdrówka na fanpage'u, dzięki za wsparcie :) Napędza mnie to mega do dalszego działania. I'm back!

wtorek, 10 listopada 2015

Najprostszy pecetowy oscyloskop na bazie Arduino UNO


Jednym z najbardziej brakujących przyrządów w moim warsztacie jest oscyloskop. Nieraz brakuje mi tej możliwości zauważenia pewnych trendów, pewnych zjawisk w obwodzie, których bez tego urządzenia zobaczyć nie mogę. Jako że jeszcze własnego oscyloskopu się nie dorobiłem, zacząłem szukać alternatyw. Pomyślałem o Arduino. Znalazłem parę projektów, chodzących mniej lub bardziej, ale najbardziej spodobał mi się projekt autorstwa niejakiego azo747 ze strony
http://sourceforge.net/projects/scopino 
Co prawda parametrami taki oscyloskop dupy nie urywa, ale jak się nie ma co się lubi, to się lubi co się ma ;)


Implementacja urządzenia jest banalna. Wgrywamy projekt Arduino na płytkę, odpalamy program, wybieramy port com, na którym nasze UNO figuruje i tyle. Można się pokusić o jakiś dzielnik napięcia dla wartości wyższych niż 5V albo dodanie składowej stałej na jakimś wzmacniaczu operacyjnym do badania sygnałów przemiennych. W najbliższym czasie pokuszę się o stworzenie takowej dostawki.



poniedziałek, 9 listopada 2015

Tydzień bez smartphona - jak go przeżyłem?


Rachuj nie rachuj, smartphony stały się częścią naszej rzeczywistości. Wszyscy ich używają, gdzie się nie obejrzysz ktoś pyka paluchem w dotykowy ekran. W większości ludki pykają w jakieś strony ze śmiesznymi obrazkami, albo scrollują Facebooka. Sam zacząłem dostrzegać u siebie ten trend, że przez większość czasu używam smartphona do pierdół. Pierdół, których tak naprawdę nie potrzebuje i w żadnym stopniu nie rozwijają we mnie niczego. Dlatego aby chociaż trochę od tych smartphonowych bodźców odpocząć, odstawiłem na tydzień swojego LG L90 na rzecz "iPhona roku 2005" - Sony Ericssona K750i.

Pierwsza reakcja po wzięciu Soniaka do ręki? Szukanie przycisku do blokowania telefonu! Jakiegokolwiek smartphona byśmy nie wzięli, usypiamy/budzimy go do życia pojedynczym klikiem, przeważnie z boku obudowy. Tu takiego rozwiązania próżno szukać, żadnych bocznych klików, żadnych slide-to-unlocków, ponieważ mamy tu staroszkolną kombinację klawiszy z dwóch skrajnych rogów klawiatury.


Muzyka jest najważniejsza.
Pamiętam ten szpan, empetrójka w telefonie! Już nie trzeba było nosić oddzielnego urządzenia. To było coś, do tego 1GB pamięci wymiatał. Muzyka w Sony Ericssonie wciąż mi się podoba, jakością nie ustępuje obecnym chinolom. Para oryginalnych słuchawek, która uchowała mi się w stanie niemalże "nówka fófka nie śmigane" również spisują się fajnie. Dedykowane przyciski do przełączania/pauzowania/zmiany głośności piosenek są również na plus - bez problemów można nimi zarządzać nie wyjmując telefon z kieszeni. Te w obecnych smarthphonach są malutkie, w kieszeni ciężko je wyczuć.
Jedyna wada Sony Ericssona do jakiej można się przyczepić, to dedykowany port gdzie te słuchawki wpinamy. Z czasem zatrzaski po prostu się wyrabiają i przestają dobrze kontaktować. K750i nie posiadał jeszcze automatycznego wyłączania muzyki przy wypięciu słuchawek, toteż czasem w autobusie przypadkiem możemy zagrać na głośniku. 


Zjednoczona rewolucja
Jednakowe złącze micro-usb i mini-jack we wszystkich obecnych smartphonach to najlepsza rzecz jaka mogła się przydarzyć urządzeniom nowej generacji. Nie potrzebujemy żadnych przejściówek a i ładowarkę możemy pożyczyć od kogoś bez znaczenia czy ma Samsunga, LG, Sony czy jakąkolwiek inną markę. No właśnie, ładowarkę...

Z k750i nie muszę dźwigać ze sobą żadnych powerbanków.
Grunt to "prunt"
Testowany przeze mnie telefon został zakupiony w 2007 roku i był używany przez jakieś 5 lat, po czym wylądował w szufladzie. Bateria swoje już przeżyła, ale wciąż daje radę. 4 dni w cyklu mieszanym co prawda pupy nie urywa, jednak syndrom codziennego ładowania "bo może nie starczy na jutro baterii" zniknął. Soniaki były znane z tego że na ostatnich 5% potrafiły wytrzymać nieproporcjonalnie dużo czasu w stosunku do całej baterii, toteż nie miałem większych obaw wychodzić z domu z baterią rzędu tych wartości.

Opera Mini
Jest to przeglądarka która dała drugie życie starym telefonom pod J2ME. Działa stabilnie, strony po GPRS wczytują się dostatecznie szybko. Jak się zapewne domyślacie, nie udało mi się powstrzymać przed wejściem na Facebooka, który choćbym był na końcu świata będzie mi towarzyszył niczym cień. Jego funkcjonalność jest wystarczająca, bez problemu sprawdzimy
Z internetem jest jeszcze jedna ciekawostka: Przeciętna prędkość GPRS rzędu 2-3KB/s jaką osiągnąłem w testach nie wykracza poza ramy "lejków" oferowanych przez większość operatorów, toteż dostęp do internetu mamy za darmo i bez limitów.
Na Operze bez problemu sprawdzimy również GMaila, odszukamy wybrane zagadnienie z Wikipedii i znajdziemy numer do ulubionej pizzerii. Funkcje internetowe? Żaden problem!


"Jeeej, jaki mały"
Sony Ericsson'a jako klasyczny telefon doceniam także za wygodę obsługi. Wyciągasz z kieszeni, bez specjalnej uwagi wklepujesz kombinacje klawiszy do zadzwonienia pod szukany czy ostatnio wybierany numer. Takiej wygody nie zaznacie przy dotykowym telefonie.
Mamy coraz zimniejsze dni i jako że łapki marzną, trzeba odziewać się w rękawiczki. Czułość ekranu dotykowego pozwala obsługiwać telefon w cienkich, (umówmy się - kiepsko ogrzewających), płóciennych rękawiczkach - to fakt. Jednak nie ma szans jeśli założymy coś grubszego/skórzanego. Tutaj po raz kolejny wygrywa telefon klasyczny, guziki i joystick są na tyle wyczuwalne, że nie ma żadnego problemu wyklikać pożądaną kombinacje.

Wnioski
Pierwszy tydzień smartphonowego odwyku przyniósł mi parę korzyści. Zdecydowanie rzadziej spoglądałem na telefon - głównie przez brak powiadomień, to z Facebooka, to z maila i innych usług. Przestałem wgapiać się w niego bezpośrednio przed spaniem - po prostu Soniak szedł spać razem ze mną. Mogę potwierdzić, że odbiło się to pozytywnie na moim spaniu. Internety w tej kwestii nie kłamią, smartphone/tablet/komputer bezpośrednio przed snem = gorsze spanie. Jako że wciąż nie mam parcia na powrót do swojego LG L90, swój smartphonowy odwyk będę kontynuował dalej. 

Polecam wykonanie takiego doświadczenia dla każdego. Znajdź swój stary telefon, zmieniaj karcioszkę SIM i przez tydzień przekonaj się na własnej skórze, czy smartphone jest Twoim sługusem, czy może to Ty jesteś dla niego na każde zawołanie.